Książki czerwca czyli jak skończyć wyzwanie 52 książki w rok

651 Views 3 komentarze
Książki czerwca, jak skończyć wyzwanie 52 książki w rok

Kiedy usłyszałam o wyzwaniu Przeczytam 52 książki w rok, pomyślałam, że wreszcie ktoś wymyślił wyzwanie w którym mam szansę się nie skompromitować (czego nie można powiedzieć o wyzwaniach sportowych). Od dziecka czytam bardzo dużo. W szóstej klasie przeczytałam prawie całego Szekspira, a wychowawczyni wezwała mamę do szkoły, by jej powiedzieć jak bardzo niewłaściwej lekturze oddaje się jej córka.

Tymczasem już w okolicy marca okazało się, że moje wyzwanie jest zagrożone. Owszem czytam, ale mniej niż bym sobie życzyła. I może rzadziej książki, które bym chciała, a częściej te, które po prostu przeczytać trzeba, bo praca, bo studia, bo rozwój…
Ale staram się. Staram się znajdować czas na czytanie dla przyjemności. Dla historii, w które można wskoczyć i zanurzyć się w nich po szyję, dla cudzych żyć którymi można w ten sposób pożyć.

„Kiedyśmy to wszystko spieprzyli?” – zastanawia się bohater książki A. Saramonowicza „Chłopcy”. Trudno powiedzieć. Kiedy poznajemy losy Jakuba, jest on 40-letnim rozwodnikiem, chirurgiem i mężczyzną obdarzonym jakimś wewnętrznym lepem na kobiety. Śledząc jego losy balansujemy pomiędzy śmiechem do łez, a smutną refleksją nad kondycją dzisiejszych relacji męsko-damskich.
Czytałam tę książkę w drodze do Karpacza, czasami całe fragmenty na głos, by bawić nie tylko siebie, ale też starszego i młodszego M., choć momentami miałam trochę wątpliwości czy soczyście rzucane w książce przekleństwa i pikantne wątki są tym co matka dziecku czytać powinna.
A jeśli już o dziecku mowa. Część narracji w książce prowadzi syn głównego bohatera, 11-letni Mateusz. I mówi językiem współczesnych nastolatków. A tego mi w książkach zwykle brakuje. Wątki dotyczące szkoły często są przedstawiane tak, jakby autorzy zatrzymali się na francuskiej prowincji w XVI wieku. U Saramonowicza jest soczyście, wulgarnie, chwilami przejmująco i prawdziwie.

Kiedy czytałam Szczygła zdarzało mi się, że ktoś pytał, co czytam. „Szczygła” – odpowiadałam. „Ale którą książkę?” – padało kolejne niecierpliwe pytanie. I wtedy zwykle tłumaczyłam, że Szczygieł to nie Szczygieł choć Szczygieł. Czyli nagrodzona nagrodą Pulitzera, książka autorstwa Donny Tart.
Na Szczygła trzeba mieć sporo czasu. Ja kupiłam go od razu w e-booku i nie wiedziałam jaki jest gruba. Zobaczyłam to dopiero po skończeniu książki, gdy koleżanka kupiła sobie papierowe wydanie. Czytałam Szczygła w drodze do i z Krakowa, a potem wieczorami przez cały tydzień. Ale Szczygieł to książka warta każdej zainwestowanej w nią godziny.
To opowieść o ludzkim losie, o splocie zdarzeń, który może nas popchnąć w otchłań beznadziei albo może nas z tej beznadziei jednym najgorszym zrządzeniem losu przywrócić.
To książka, która sprawiała, że zaznaczałam fragmenty, a potem sprawdzałam czy mam do czynienia z faktami z historii sztuki czy z wyobraźnią autora. To książka, którą chciałam jednocześnie skończyć (jak w dobrym kryminale, dowiedzieć się kto zabił, kto spalił dom babci i kto wykuł oko ciotce szpikulcem do lodu) i wciąż ją czytać. Uwielbiałam zanurzać się w klimacie lekko szemranego towarzystwa, włóczyć po pustych domach razem z bohaterami, czy czuć przez kartki zapach farby służącej do postarzania mebli, którą posługiwał się stary konserwator (co jest o tyle absurdalne, że czytam na kindle, a on w przeciwieństwie do papierowej wersji książki niczym nie pachnie), a kiedy wreszcie skończyłam – poczułam wokół siebie jakąś pustkę.

Na tę pustkę sprawiłam sobie drugie opasłe tomisko – pierwszą w swoim życiu książkę J. Picoult „Dziewiętnaście minut”. O tej autorce słyszałam już wcześniej. Ale jakoś nie złożyło nam się bliżej poznać – aż do teraz. Tytuł wybrałam trochę intuicyjnie i chyba trafiłam od razu na to, co powinnam przeczytać.
„19 minut” to książka, dla rodziców uczniów w szkole podstawowej, liceum, czy gimnazjum. To książka o świecie, do którego często nie mamy dostępu, ani nawet świadomości że istnieje. Zabrzmi to trywialnie, ale „za moich czasów szkoła tak nie wyglądała, dzieciństwo/młodość tak nie wyglądały”. To opowieść o przemocy, o próbach dopasowania, o szkolnych grupach wpływów. O samotności w tłumie. O potrzebie akceptacji. O braku oparcia. O tym, w czym żyją nasze nastolatki, bo jestem przekonana, że część polskich szkół od środka trawiona jest tym samym wirusem.
O sprawiedliwości i o jej cenie. Ta książka do ostatniej kartki nie przynosi ulgi ani odpowiedzi na cisnące się do głowy pytania. Zostawia chaos i zdumienie. Skończyłam ją czytać wczoraj rano ale wciąż do mnie wraca.

Ale żeby nie było, że jak czytam, to tylko kobyły albo książki, które prześladują po odłożeniu na półkę. W Karpaczu przeczytałam jeszcze lekką, babską powieść „Razem będzie lepiej”. Zaczyna się sceną w start-upie. Właściciele pozyskali inwestora i teraz oto się… nudzą. Z tego muszą być jakieś kłopoty:)
Oczywiście żeby były kłopoty pojawia się… kobieta (tak jak wspominałam nie jest to zbyt skomplikowana intryga). Samotna matka z niezwykle zdolną córką (no wiem, klasyk gatunku), emo -pasierbem i wielkim psem. Muszą gdzieś dojechać. Gość od start-upu ma auto (nowe i ładne, w końcu znalazł inwestora dla swojej firmy), matka z dziećmi ma cel (tak zgadliście – wiąże się z nim lepsze jutro całej rodziny i psa) no i fabuła gotowa. Na szczęście autorce udało się uniknąć pretensjonalności, czyta się przyjemnie, łzę też jest nad czym uronić więc miło można spędzić popołudnie lub dwa, bo powieść czyta się dość szybko.

Na koniec zostawiłam sobie książkę, która chociaż napisana lekko i przyjemnie skłania do refleksji i do próby uporządkowania swojego stosunku do rzeczy. „Slow fashion. Modowa rewolucja” J. Glogazy, autorki bloga Style Digger. Książka porusza temat poszukiwania stylu, zakupów, gromadzenia i „odgromadzania” rzeczy. U mnie nie rozpoczęła rewolucji, bo od dawna nie jestem typem chomika, jeśli w szafie pojawia się nowa rzecz, to stara albo dwie ląduje u nowego właściciela, ale po lekturze parę miejsc w domu zyskało trochę świeżej przestrzeni. Warto przeczytać, bo Asia porusza też ważny temat jakości towarów na rynku i sposobów ich wytwarzania. Ja po lekturze sięgnęłam po polecaną przez nią książkę „Luksus. Dlaczego stracił blask” i zamierzam ją przeczytać w lipcu. To dobry moment, bo w sierpniu wyruszamy na urlop do Londynu, jednej z europejskich stolic zakupów. Dobrze przed tym będzie wziąć zimny prysznic, by nie wrócić do domu z 4 walizkami zupełnie niepotrzebnych rzeczy 🙂

A Wy co wartego uwagi przeczytaliście ostatnio? I jak idzie Wam wyzwanie w Tym roku przeczytam 52 książki?

Przeczytaj więcej

  • Dominika

    Mam do przeczytania jedną jedyną ostatnią książkę. I tak mam już ją do przeczytania 3 tygodnie. No nie mogę się zebrać!

    • Marta Soja

      Ale ostatnią w tym wyzwaniu 52 książki? Rany! To gratulacje! A co chcesz przeczytać?

  • Martyna Śleziak

    Przeczytałam wszystkie książki Jodi Picoult (ponad dwadzieścia). Bardzo polecam „Deszczową noc” (mimo mylącego harlequinowego tytułu) oraz najbardziej znaną „Bez mojej zgody” – o ile nie oglądałaś ekranizacji, bo była średnia.
    Ponadto od siebie mogę dorzucić rekomendację Khaleda Hosseini jak autora, którego wszystkie trzy książki są godne uwagi. A z aktualnych to genialne reportaże „Polska odwraca oczy”, pouczające „Życie pszczół”, i bulwersujące „Zakonnice odchodzą po cichu”.
    Chciałabym w tym roku też móc odliczyć 52 sztuki – po studiach jest więcej czasu na lekturę 😉

Polub blog na Facebooku!

Powered by WordPress Popup