Największa nieprawda na Twój temat

1248 Views 4 komentarze

Ksiądz Józef Tischner mówił, że są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda. Bywa, że inni ludzie opowiadają na nasz temat różne historie. A nam pęka żyłka, bo wiemy, że łżą brzydko i wszystko co gadają, to brednie, takie same jak to, że jedzenie 5 razy dziennie lodów Magnum odchudza.

Ale wiesz kto opowiada najwięcej kłamstw na Twój temat? Ty!

W poprzednią sobotę kołysałam się w hamaku. Hamak był rozpięty między dwiema wysokimi sosnami. Sosen było więcej. Cały pachnący las. W nocy spadło trochę deszczu i teraz wszystko parowało żywicznie i intensywnie. Kolebałam się z prawej na lewą i zerkałam na zegarek ile czasu kolebania zostało mi do kolejnych zajęć. Bo zajęć było dużo. Zaczynały się o 6:30 i czasem trwały do 22:00 z przerwami na posiłki. W mojej grupie było 15 osób. Obcych. Poznaliśmy się na pierwszych zajęciach i spędzaliśmy ze sobą 3 intensywne dni wypełnione zadaniami. Czasem takimi, których wykonanie byłoby dla mnie trudne nawet w grupie bliskich znajomych.
– Co ja tu właściwie robię? – myślałam. – Jestem tu, z chłopakami i dziewczynami, których prawie nie znam, a przecież ja tak bardzo nie umiem w wyjazdy z ludźmi.

O ile zwykle zgodziłabym się sama ze sobą, tym razem coś mi zatrzeszczało. Wiele razy mówiłam sobie, że moją piętą achillesową są wspólne wyjazdy. Owszem impreza, spotkanie w mieście jak najbardziej, ale ja, inni ludzie, wspólne 24 na dobę? Zaraz zrobi się dziwnie, nieswojo, wzrosną oczekiwania, zaczną się napięcia, a skończy jak zawsze kwaśną katastrofą. I znowu trzask. Z potoku słów w mojej głowie najgłośniej przedarły się do mnie dwa: nie umiem i zawsze.
Zatrzymałam się. Po dwóch dniach w których regularnie medytowałam i ćwiczyłam jogę, mój umysł był jaśniejszy i łatwiej było zanurkować w głąb myśli.
Wróciła do mnie sytuacja sprzed lat.  Dawno, dawno temu pojechałam z moją przyjaciółką Kamilą na koncert Gitarą i piórem do Borowic. Borowice to piękna wieś na końcu niczego. Koncert skończył się po północy, a my nie miałyśmy ani zaplanowanego, ani wymyślonego powrotu do domu. To były te czasy, gdy nie można było wezwać Ubera. To znaczy może było można, ale nie miałyśmy przy sobie komórek, bo jeszcze ich nie wymyślono. Wracałyśmy nocą, poboczem wiejskiej drogi, wściekłe, zmęczone i przestraszone. Nie wiem czy bardziej bałyśmy się tego, że jakieś auto się zatrzyma czy tego, że się nie zatrzyma i nas przejedzie w tej ciemności (dla jasności – odblaskowe bransoletki z modnym logo też jeszcze nie istniały). Chyba pod nosem winiłyśmy jedna drugą. To nie był udany wyjazd i nasza przyjaźń ciężko to zniosła. Kiedy wreszcie dotarłyśmy do domu nad ranem, byłam przekonana, że wspólne wyjazdy to najgorszy z pomysłów. Nigdy więcej nie wyjechałam z Kamilą.

Drugie wspomnienie, to Praga. Pojechaliśmy ze znajomymi. Trochę bez planu, takie co nam wyjdzie, to wyjdzie. No to wyszło już w drodze. Najpierw ulewa, a potem awaria wycieraczek. Kto nigdy nie robił postoju na awaryjnym pasie autostrady, by wycierać kurtką szybę od strony kierowcy, ten nie wie co to czeski zły sen. No a tak serio, na Most Karola w końcu dotarliśmy wycieńczeni, rozdrażnieni i trochę już pokłóceni. Prawdziwą awanturę zaliczylibyśmy pewnie na Złotej Uliczce, ale akurat była zamknięta z powodu remontu. To był nasz pierwszy i ostatni wyjazd w tej ekipie. Lubimy się, spotykamy nadal, niejedną butelkę wina wspólnie wypiliśmy, ale nigdy więcej nie zrobiliśmy sobie wspólnej wycieczki.
A zatem proszę bardzo – każdy mój wyjazd z innymi ludźmi kończy się soczystą katastrofą. Czyli mam pałę ze wspólnych wyjazdów. A skoro mam to nawet nie podchodzę do poprawki.

Bujałam hamakiem i patrzyłam w korony sosen. Nad moją głową przesuwały się chmury, a w mojej głowie przesuwały się kolejne obrazy. Zobaczyłam niedawny wyjazd do Szwajcarii – cztery dni z super ekipą. Sierpniowy pobyt na Mazurach z grupą 30 znajomych, który trwał tydzień, a gdy wyjeżdżaliśmy musiałam wytrzeć łzy kącikiem bluzy, by nikt nie widział, że smutno mi, że to już koniec. Wycieczkę do Chin, z grupą 12 obcych ludzi. Wyjazdy na Blog forum Gdańsk, gdzie dzielę z Radomską nie tylko pokój ale zwykle i łoże. Gości śpiących na naszej kanapie, z którymi spędzaliśmy całe doby i wciąż było mało.
I wtedy, tam na hamaku, w środku lasu dotarło do mnie, że sama o sobie mówię i myślę gównoprawdę.

Na setki razów dwa były ciastem z zakalcem. Tak jak w moich drożdżówkach. Tyle, że kiedy czasem drożdżówka mi nie wyjdzie, robię następną i wciąż przechwalam się, że piekę najlepsze ciasto na świecie. Nie mówię, że nie umiem drożdżówki, tylko dlatego że od czasu do czasu jakieś zdarza się nie wyrosnąć albo nie zarumienić w ciepłej otulinie kruszonki.
Więc dlaczego mówię sobie i innym, że nie umiem wyjazdowo z ludźmi?

Oczywiście czuję się o wiele lepiej gdy na wyjeździe mamy plan niż gdy go nie mamy. Gdy wspinaczkę po górach asekuruje polisa, gdy w kieszeni mam power banka, a w telefonie zasięg, a gdy w sierpniu oglądamy deszcz Perseidów, gdzieś za moimi plecami majaczy w ciemności dom z ciepłym łóżkiem… ale TAK! Umiem i lubię wyjeżdżać z ludźmi. Także tymi obcymi!

No dobrze. Doszliśmy do punktu, w którym możesz zastanawiasz się co ta historia znaczy dla Ciebie?
Gdybym miała szklaną kulę jak Wróżbita Maciej, mogłabym w niej zobaczyć czego nie lubisz. Czego się boisz. Czego nigdy nie zrobisz. Czego nie spróbujesz. O czym mówisz, że nigdy i że zawsze. Tymczasem jednak zostawiam Cię z tym pytaniem.

Jakakolwiek jest Twoja odpowiedź – dlaczego tak myślisz?
Może nie tańczysz, bo raz na dyskotece w szkole, ktoś zapytał czy masz porażenie nerwów widząc jak robisz piruety?
Może nie jeździsz autem, bo na sto poprawnych parkowań raz przytarłaś parkomat?
Może myślisz, że jesteś złą matką/córką/siostrą bo na tysiąc razy ten jeden raz nie miałaś siły ani ochoty być tą dobrą?
A może nie starasz się o awans, bo kiedyś ktoś Ci powiedział, że Twój raport nie wymaga protokołu bezpieczeństwa bo i bez tego wygląda jak zaszyfrowany?
Kto, gdzie i kiedy wcisnął Twój guzik stop? Kiedy, gdzie i jak Ty go sobie wcisnęłaś? Ile dni, miesięcy lat gnieciesz w sobie te gównoprawdę, bez sprawdzania czy jest prawdziwa czy nie? Bez prawa do zmiany.

Zresztą, to w sumie to nieważne. Najważniejsze, co z tym zrobisz. Czy uda Ci się zmienić wektor. Czy powiesz sobie, że nawet jeśli dotąd tak było, to teraz chcesz. Spróbujesz. Zaczniesz.

A z czasem Twoja nowa prawda na Twój temat  stanie się Twoją swiento prawdą.

fot. Pixabay

Przeczytaj więcej

  • Krystyna

    Ciekawy i bardzo ważny temat. Mamy wiele tzw. „szklanych sufitów” i najlepiej rzeczywiście zdać sobie z nich sprawę i pozbyć się ich. Pozdrawiam serdecznie.

    • Marta Soja

      Dziękuję za komentarz. I przesyłam moc pozdrowień.

  • Aż zaczęłam się zastanawiać sama nad sobą – dziękuję za ten tekst.

    • Marta Soja

      <3

Polub blog na Facebooku!

Powered by WordPress Popup