Nie jestem niemiła, jestem skuteczna

13607 Views 34 komentarze

Mam na imię Marta i nie wszyscy mnie lubią.

Możliwe, że nie lubi mnie dentystka mojego chłopaka. Zadzwoniłam parę miesięcy temu, by przyjęła go w trybie pilnym, bo odkleił Mu się aparat ortodontyczny. A kiedy pani z recepcji próbowała mnie zbyć, nie dałam się i wizyta doszła do skutku.
Chyba nie lubi mnie też pan z firmy, która konserwuje mój blok. Zadzwoniłam w pewien ulewny piątek po 22:00 i poprosiłam, by zamknęli włazy dachu, które się zablokowały i woda zalewała klatkę schodową. Nie jutro, nie za tydzień. Teraz. Tak wiem, że piątek. Tak wiem, że pada.
Być może nie lubią mnie panie w kolejce u alergologa, bo kiedy przychodzę z dzieckiem, naprawdę chcę wejść na godzinę, na którą jestem zarejestrowana i nie chcę przyjąć na spokojnie, że lekarz spóźnia się do pracy o godzinę.
I całkiem prawdopodobne, że nie lubi mnie kurier, bo nie zgodziłam się żeby paczkę z ubraniami zostawił w osiedlowym mięsnym (autentyk!). Tak, w aptece też nie. Ani dwa bloki dalej u sąsiada, którego nawet nie znam.

Urodziłam się w czasach gdy wszystko trzeba było sobie wystać albo wychodzić. Pamiętam jak stałam z mamą w kolejce po bluzki. Zostały tylko żółte. I brzydkie. Ale najważniejsze było że zostały. Załatwiłyśmy.
Dziś też sprawnie radzę sobie z załatwianiem spraw.
Ratowaniem wakacji, gdy na granicy okazuje się, że dziecko ma nieważny paszport, wywalczeniem by sąsiedzi nie wystawiali śmieci na korytarz, zorganizowaniem babci wizyty w poradni, w której najbliższy wolny termin jest na 2027 rok.

Długo myślałam o sobie, że jestem wredna. W sumie mogłabym się tak przedstawiać: Cześć, jestem Marta i nie jestem miła.
Niemiła czyli ta, która zadzwoni przypomnieć, upomnieć się, wyegzekwować. Zwróci uwagę. Nawet dwa razy. Poprosi, by przestać palić na klatce i nie robić karaoke o 3 nad ranem. By nie bić dziecka na ulicy. By nie zostawiać puszki po piwie na podłodze w autobusie. Żeby nie wpychać się bez kolejki „ja tylko po fajeczki proszę pani”, albo nie zamykać poczty przed czasem „ale przecież jest już za dziesięć ósma!”
Że zabiorę głos tam gdzie inni się boją. Albo lepiej niż ja kalkulują, że przyjdzie im zapłacić swoją fajnością.
– Weź tam zadzwoń, bo ja już nie daję rady… – To sprawa dla ciebie… – No zobacz co tu się nawyprawiało, chyba nikt już tego nie ogarnie… Nic z tym nie zrobisz?…- podpuszczają mnie nieustannie mnie bliscy i znajomi.
A ja wchodzę często w te ich sprawy i załatwiałam. Bo mogę, potrafię i chcę.

Moje „mogę” to wybuchowa mieszanka determinacji i wiedzy. Bo żeby ogarnąć nowy paszport na granicy z Chorwacją musisz wiedzieć gdzie, z kim i jak to załatwić (napiszę o tym kiedyś osobny wpis, bo jak się okazało nieważny paszport na granicy to nie jest wcale taki rzadki przypadek), a żeby wezwać skutecznie majstra do wypadającej szyby na balkonie trzeba obdzwonić długą listę podwykonawców, odbić się od kilku numerów, dowiedzieć się, że „ić pani stąd, ja się tym nie zajmuję tylko Genek, a Genek to wyjechał i nie wiadomo kiedy będzie”, wysłuchać jak to niewiele wspólnota płaci, a jak sobie rości itp. Darmowego prawnika dla koleżanki znajdziesz tylko wtedy gdy wiesz, że tacy istnieją. A jeśli chcesz żeby dzieci na podwórku przestały męczyć kota to musisz iść, wyjąć im go z rąk, a potem pójść do rodziców albo na komisariat.
Łatwiej i szybciej zamknąć oczy i wcisnąć na uszy słuchawki.
W końcu ktoś inny wyniesie śmieci sąsiadów, wytrze mopem mokre schody, albo zgłosi, że gdzieś tam pies wyje po całych nocach. Cudza sprawa.

Na zajęciach ze studentami robię taki eksperyment. Proszę żebyśmy się przedstawili. Zaczynam. Patrzę na ich pełne entuzjazmu i oczekiwania twarze i mówię cicho, że nazywam się Marta i pracuję w sklepie. W jednym momencie cała sala wstrzymuje oddech. Rozczarowanie rozsadza powietrze. Przyszli tu po ciężką wiedzę, po protipy jak robić te całe media społecznościowe i budować markę osobistą, a tu baba ze sklepu? Serio! Gdzie są organizatorzy tej farsy?! Oddawać kasę!
Potem proszę by powiedzieli coś o sobie. Często okazuje się, że jesteśmy kolegami po fachu. Też pracują w sklepach, knajpach, foodtrackach. Piszą teksty pod seo, juniorują w marketingu, albo zakładają takie tam sklepiki z doniczkami. Nie ma o czym mówić, nic ważnego.
Wtedy proponuję drugą kolejkę. Mówię, że nazywam się Marta i jestem specjalistą od komunikacji jednego z największych e-commerce w Europie. Że takie tam miliony użytkowników, transakcji, działań. Że biznes rozwija się równolegle w kilku krajach. I potem oni mówią o sobie. Od nowa. Ktoś o tym, że od 3 lat prowadzi bloga o podróżach. Ktoś inny że w wolnych chwilach projektuje rowery z ekologiczną ramą. Jeszcze ktoś, że w tym marketingu to jest odpowiedzialny za największy event w mieście.
Nikt nie kłamie, jesteśmy tymi samymi ludźmi. Zmieniły się tylko etykiety. Coś innego wpisaliśmy sobie na wizytówki.

Kiedy rozmawiam z dziewczynami i kobietami zauważam, że dużo w nas potrzeby bycia fajną. Miłą. Uczynną. Nie sprawiającą problemów. Nie ma o co mieć pretensji. Często tak nas wychowano.
Splatamy z tych dobrych cech girlandy i nosimy jak amulet. Trudno nam się z nimi rozstać. Jeszcze trudniej gdy bycie miłą na giełdzie społecznych osądów można wymienić  jedynie na niemiłą. Bezproblemową na czepialską. Dostosowaną na wredną.

Wszystko jednak to kwestia etykiet.
Kiedy załatwiam sprawę nie jestem niemiła. Jestem skuteczna.
Gdy woda przestaje zalewać korytarz – jestem skuteczna.
Gdy ktoś przestaje gnębić dziecko albo zwierze – jestem skuteczna.
Gdy lekarz przestaje przychodzić do pracy godzinę później – jestem skuteczna.
Gdy kierowca autobusu staje tak, by osoba na wózku mogła wysiąść – jestem skuteczna.

Rozmawiam z dziewczynami, które wolą być cicho, wolą nie widzieć, wolą nie słyszeć, wolą nie działać. Wolą mieć etykietę „ta cipcia” niż „ta wredna”.

Tymczasem wcale nie chodzi o to, by artykułować swoje postulaty agresywnie i głośno.
By sąsiadowi, który zastawił Twoje miejsce parkingowe od razu rzucić niecenzuralnym między oczy.
By odprowadzić za ucho do domu gówniarza, który rozbił wiatę śmietnikową.
By na lekarza, który się spóźnia wysłać skargę do NFZ-u.
Albo żądać zmiany zarządcy, bo ten obecny nie przystrzygł na czas trawnika.

Skutecznie nie znaczy wrednie. Skutecznie nie znaczy nie miło.
Skutecznie znaczy – z nakierowaniem na cel.

Chcę posprzątanego osiedla i bezpiecznej szkoły. Chcę uprzejmych kierowców w miejskiej komunikacji. Chcę by lekarz szanował czas pacjentów. A dzieci sąsiadów nie demolowały klatki schodowej.
I jestem gotowa w tym celu oddać miła za skuteczna. A Ty?

Decyzja by być skuteczną to pierwszy ważny krok. Potem przyjdzie nauka narzędzi. Jest ich cała masa. Naprawdę nie trzeba będzie kupować trutki na szczury, by gołębie przestały srać na Twój balkon. Ani wysyłać buraka, by do pana w urzędzie dotarło, że nie do końca dobrze załatwia swoje obowiązki.
Można nadal być całkiem fajną babką.

A mimo tego działać skutecznie.

ps. Tym wpisem mam nadzieję wracam  do blogowania. Wiele dzieje mi się w głowie myśli, którymi chciałabym się z Wami podzielić.

Przeczytaj więcej

  • Barbara Kuklińska-Nowak

    Absolutnie w punkt. Musisz mi dać kilka lekcji bycia skuteczną, koniecznie

  • Skuteczność w Twoim wydaniu, jest właśnie tym, czego brakuje mi najbardziej. Wciąż myślę, że przede wszystkim muszę być miła. Mam nadzieję, że będziesz kontynuowała ten temat.

  • Opisałaś mnie 😉 dzięki, Marta!

  • Lata całe tkwiłam w butach grzecznej dziewczynki. Bo co ludzie powiedzą. I tak mówili. Będą mówić. Kiedy już nie mogłam znieść samej siebie i dbania o innych, zaczęłam być mniej miła i dbać o siebie. I iść w kierunku skuteczności. To cholernie trudny proces. I bardzo satysfakcjonujący.

    Świetny tekst. Case study z etykietkami zaparł mi dech w piersiach. A bycie skuteczną ma ogromnie wiele wspólnego z szacunkiem.

  • Joanna Glogaza

    Takich tekstów potrzebuje internet:) Dzięki Marta!

    • Joanna Glogaza

      I jeszcze – mam wrażenie, że tak się dałyśmy wepchnąć w bycie miłymi, że jak już dzieje się coś takiego, że naprawdę nie możemy na to patrzeć spokojnie, to całe to wieloletnie bycie miłą wybucha i kipi, robi się wielka drama, często niepotrzebna. Skuteczne, spokojne, nakierowanie na cel działania to umiejętność jak każda inna i potrzeba czasu, żeby się go nauczyć.

      • Marta Soja

        Ja też to widzę. Taka metoda czajnika z gwizdkiem. Zbieranie, zbieranie aż wykipi. I wtedy nie wiadomo o co poszło. Przecież zawsze sąsiad parkował rower pod drzwiami, dlaczego nagle afera na pól korytarza?
        I wtedy często pada: dlaczego nie powiedziałaś wcześniej? Ano właśnie.

    • Marta Soja

      Asia <3

  • Zajebisty tekst Marta i cholernie potrzebny.
    Cały czas jak go czytałam to słyszałam w głowie jak to mówisz swoim głosem 😉

    • Marta Soja

      Dzięki! Swoją drogą wydaje mi się, że Ty masz w sobie dużo skuteczności.

      • Mam. Choć chciałabym mieć tak dużo jak Ty a do tego jeszcze trochę drogi do przejścia 🙂

  • Świetny, po prostu świetny tekst. Przypomina o tym, że nie powinnyśmy się wstydzić naszej skuteczności, branej często za coś negatywnego, tylko dalej stawiać świat do pionu. Nie dać się stłamsić tylko brać i wymagać tego co się należy!

  • Natalia

    A ja jestem Natalia i tez jestem skuteczna. Szkoda, ze na granicy nie spotkalas pani celnik, ktora tez byla skuteczna i ktorej celem bylo nie wpuszczenie dziecka z niewaznym paszportem. Pozdrawiam

    • Marta Soja

      Nie wiem czy Cię dobrze rozumiem. Celnik był mężczyzną i tak był skuteczny. I działał w zgodzie z prawem, bo po prostu nas nie wpuścił. Skuteczność polegała w tej sytuacji na czymś zupełnie innym – szybkim i zgodnym z prawem ogarnięciem paszportu. Swoją drogą pozdrawiam przesympatyczny konsulat na Słowenii 🙂

      ps. Czy specjalnie założyłaś konto Natalio, by skomentować mój post? 🙂 Bo widzę, że konto założone dziś i jeden komentarz.

      • Natalia

        Tak, zalozylam konto. Nie czytam twojego bloga, tylko zainteresowal mnie twoj jeden wpis i chcialam skomentowac. Faktycznie, moze nie zrozumialam. Choc ja z natura taka skutecznosci nie definiuje.

        Rozumiem skutecznosc jako rozwiazanie spraw:) Jednak kiedy ide z moim dzieckiem do lekarza i musze poczekac chwile, bo pacjent przede jest powaznie chory i wizyta sie przedluzyla, nie wyobrazam sobie przerywac i wchodzic na moja godzine. Moge w tym czasie poczekac, bawiac sie moja corka 🙂 Nie wszystkie sytuacje wymagaja takiego ‚szybkiego i rozsczeniowego’ zalatwiania.
        Ciekawy wpis i pozdrawiam!

        • Marta Soja

          Nie czuję się roszczeniowa. I nigdzie nie napisałam, że wszystkie sytuacje wymagają szybkiego i roszczeniowego załatwiania albo, że wyrzucam z gabinetu ciężko chorych ludzi, by wejść na swoją godzinę. Jest we naprawdę mnie dużo wyrozumiałości i chęci niesienia ludziom pomocy 🙂

          • Natalia

            W takim razie przepraszam, bo moze nie do konca zrozumialam tekst. Wlasnie chodzilo mi o ta wyrozumialosc i rozne sytuacje. Niektore wynikaja z przypadku a nie z czyjegosc lenistwa badz zlosliwosci i mysle, ze o tym tez trzeba pamietac. Poprostu chcialam podkreslic, zeby w tej skutecznosci czasem nie zapomniec o wyrozumialosci 🙂

  • Anesthka

    Bardzo dobrze czytało mi się ten tekst i czuję niedosyt, czyli spisałaś się na medal! 🙂
    I jeszcze jedno : dzięki Tobie dowiedziałam się, że wcale nie jest wredna – JESTEM SKUTECZNA! 😀

  • Anna Mierzyńska

    Ja też jestem skuteczna! Wyjątkowo. 😉 W oczy mówią mi, że jestem „czasami ostra”. To prawda – czasami jestem. Ale powiem Ci, że powoli zaczynam odpuszczać niektóre sprawy. Nie wchodzę we wszystko, co jest do naprawienia dookoła mnie, bo czasem to naprawdę są sprawy innych ludzi, którzy nie wymagają mojej pomocy – to ich decyzja, czy będą skuteczni czy nie. Odpuszczam. Luzuję. Zostawiam energię na to, co zależy ode mnie, na co mam wpływ. Skuteczny! 🙂

  • Nie jestem miła, ale nie potrafię załatwić żadnej sprawy ani tym bardziej kogoś naprostować. Nie lubię negatywnej energii, którą to we mnie budzi. Ty zwrócisz uwagę dzieciakowi męczącemu kota, a ja wydrę na niego ryja i resztę dnia będę chodziła na przemian nabuzowana, wściekła i z poczuciem winy. Jestem egoistyczna i mam słabą psychikę. Nie interesują mnie sprawy innych ludzi i ich zachowanie, interesują mnie moje nerwy i moje zdrowie. Nie będę zbawiać świata. Gdy musze coś załatwiać – załatwiam, najwyżej się nie uda. No i nie umiem radzić sobie z ludźmi, którzy odpowiadają na moje starania negatywnymi emocjami – jak współlokatorka, która nie odzywa się od miesiąca, bo nie zgodziłam się porzucić mojej pracy na laptopie, kiedy jej to przeszkadzało. Moja wina, że niepotrzebnie cynicznie zripostowałam? Jej wina, że jest przewrażliwiona? Czy może wina starego budownictwa z zza cienkimi ścianami? Nienaiwdzę takich sytuacji.

    • Marta Soja

      Każdy jest inny i każdy w innym miejscu osiągnie swoje życiowe flow więc się nie przejmuj, że masz inaczej niż ktoś. Oczywiście fajniej jest mieć dobre stosunki ze współlokatorami, natomiast czasem się nie da i też trzeba z tym żyć.
      Tak jak piszesz, nie fajnie być nabuzowanym złą energią i czasem lepiej unikać sytuacji, które ją w nas budzą.

  • Lidia Kajdas

    Jakbym czytała o swojej mamie. Mi jeszcze trochę do tego brakuje ale staram się. Najważniejsze dla mnie to traktować każdego z szacunkiem i wymagać szacunku od innych dla siebie.

    • Marta Soja

      Dokładnie. Bo nie chodzi o to, by być niemiłą. Tylko o to by spokojnie realizować cele, nawet jeśli ktoś po drodze uzna, że przez to jesteśmy niefajne.

  • Niedawno, w kolejce do kasy (pod Kasprowym- dzikie tłumy!), dwaj starsi panowie, kiedy przyszła moja kolej aby podejść do okienka, wyprzedzili mnie udając, że nie widzą, że jestem przed nimi (a całą drogę stali za mną). Kiedy zwróciłam im uwagę, że stali za mną, a nie przede mną. Oburzyli się i głośno rzucili oburzeni „Ale pani jest niemiła”.
    Odpowiedziałam im, że to oni są niemili ponieważ próbowali mnie oszukać. A to oszuści są niemili, a nie ich ofiary. Następnie wyprzedziłam ich i podeszłam do okienka.

    Udało mi się zachować trzeźwość umysłu, ale ich technika jest bardzo skuteczna! Dawniej speszyłabym się i pomyślała, że faktycznie jestem małostkowa i egoistyczna (!!! serio, serio!). Dziś po 2ch latach terapii już inaczej do tego podchodzę, ale czuję jeszcze echa dawnych nawyków 😉

  • juśka

    Dziękuję Ci za ten tekst!

  • Świetny tekst. Pasuje do mnie wszystko co napisałaś 🙂 Będę zaglądać częściej 🙂

    • Marta Soja

      Dziękuję!

  • Ja bywam skuteczna. Ale nie w sytuacjach z obcymi ludźmi. Wtedy mnie „zjada”. Ale za to jestem bardzo dobra, gdy trzeba coś niezbyt miłego powiedzieć komuś znajomemu. Im więcej takich sytuacji za mną, r ym bardziej mam poczucie, że ludzie nie są z kruchego szkła i można z nimi pogadać o tym, co nam nie pasuje albo nas denerwuje i nikt od tego nie umrze ani się nie obrazi na całe życie.

  • Camille

    Też jestem skuteczna i umiem walczyć o swoje sprawy, ale tak jak to przedstawiasz to zwyczajnie jesteś w niektórych sprawach upierdliwa i nie umiesz znaleźć granicy. Oraz pomimo tego, co podajesz, jaką masz przeogromną wiedzę/ah jak się tym chełpisz:D/ to tak naprawdę umyka Ci umiejętność empatii. Widzisz swój koniuszek nosa, wysoko zadartego. Jakbyś mogła to byś zmusiła żeby ktoś wykonał Twe zachcianki nieważne od okoliczności, bo TY SOBIE TEGO ŻYCZYSZ. Nie podoba mi się ta narracja i nie chciałabym mieć z Tobą wiele wspólnego, znam takie osoby, które idą po trupach do celu i przebywanie w ich otoczeniu jest paskudnym przeżyciem. Ale ale karma wraca jak to mówią.

    • Ania

      Ale w jakiej sprawie była upierdliwa? Gdy oczekuje, że osoba wykona pracę, za którą pobiera pieniądze? Gdy interweniuje podczas męczenia zwierzęcia lub niszczenia mienia? Gdy nie pozwala innym wpychać się na swoje miejsce w kolejce? Nie widzę tutaj zadzierania nosa. Dziewczyna opisała, że woli poświęcić swoja fajność w oczach innych, ale zyskać załatwienie sprawy. Zamiast bezkonfliktowej bierności wybiera być skuteczną, ale nie wredną, co sama napisała. I doprawdy nie rozumiem gdzie jest to zadzieranie nosa i zachcianki.

  • Monika Grzeszczuk

    Chetnir cowiem sie o tych metodach! A historia o paszporcie szczegolnie mnie zafascynowala 😀 czekam na wiecej!

  • Doris

    Zawsze się zastanawiałam co mi nie pasuje we mnie. Kiedy odkryłam, że uwiera mnie narzucone przez społeczeństwo bycie „miłą dziewczynką” w kontekście „uległą i bezproblemową”, postanowiłam to zmienić. Nie jest to łatwe i bardzo smuci mnie, że słowo „miła” zostało tak wypaczone. Bardzo podoba mi się za to bycie skuteczną. Świetne określenie 🙂

  • Jagoda Ol

    – Dzień dobry, mam do załatwienia z Panem jedną sprawę, proszę zdecydować czy załatwiamy miło i skutecznie czy niemiło i bardzo skutecznie?
    —————-
    Moja babcia zawsze zwracała młodym ludziom uwagę, bynajmniej nie suchar z roszczeniową postawą wypisaną na zaciśniętych ustach; przestała gdy poleciały kurwy i że zaraz cię trelemorele.
    Czy ktoś stawił się za starszą Panią? 🙂

    Wrocław pozdrawia 🙂

  • Tak, to bardzo dobry tekst. Granica między ‚skuteczna’ a ‚dobrze postrzegana’ jest czasem tak cienka, a tymczasem to my sami ją tworzymy. Fajnie to zbalansować, ale czasem tak trudno! Uczę się, uczę się, uczę się 🙂

Polub blog na Facebooku!

Powered by WordPress Popup